Zawsze się zastanawiałem, czy w ogóle można obrazić czyjeś uczucia religijne? Co to za pojęcie? co trzeba zrobić, jak się można czuć? No i dzisiaj to się stało. Sam nie wierzę, ale po raz pierwszy mam wrażenie, że ktoś głęboko dotknął, uraził moje duchowe (religijne) uczucia. A tą osobą jest Anna Maria Peszek, która w perwersyjny sposób zmanipulowała w swojej ostatniej piosence treść Psalmu 23 (na płycie Jezus Maria Peszek). Słysząc jak śpiewa (a raczej arogancko wyśmiewa) Mojego Pasterza, po prostu, autentycznie mnie zabolało. Zabolała mnie jej perwersyjna arogancja, jej totalne zaślepienie na duchową wrażliwość innych ( i kto tutaj mówi o nietolerancji???). Pocieszenie, a właściwie dystans, do tej piosenkarki znalazłem w jej własnych słowach, w których zaliczyła się do grona zwierząt, kiedy śpiewa...i leżę sobie jak zwierze. No właśnie, tylko ktoś kto świadomie utożsamia się ze zwierzęciem, może wyśpiewywać arogancko, że Pan nie jest jej Pasterzem, a ona robi i żyje tak jak chce (jak zresztą miliony innych ludzi). Najsmutniejszy jednak moment jej arogancji pojawia się w słowach - deklaracji, że jej kolano nigdy nie klęknie. No cóż...w jakim to błędzie jest Pani Maria. Kiedy nie tylko jej kolano, ale kolana wszystkich ludzi ugną się przed tym, który jest Panem Panów i Królem Królów i co wtedy ( a raczej jak wtedy) zaśpiewa Pani Maria??? Oczywiście, nie trzeba w to wierzyć...ale trzeba będzie to przeżyć i to z jakim skutkiem. Choć w sercu czuję autentyczny smutek i ból, to jednak modliłem się - Panie okaż jej łaskę i otwórz jej serce i oczy. Ale czy warto w ogóle zabierać głos wobec takich postaw??? Co myślicie???
Po napisaniu tych słów zauważyłem, że nie tylko mnie dotknęły te słowa, również ciekawie to ripostuje ks. Ireneusz Mroczkowski na swoim blogu - warto zerknąć!