Bell w bardzo sprytny, powiem otwarcie przebiegly sposob, zadaje pytania - ktore w swietle - szeroko rozumianej Milosci Bozej same nasuwaja odpowiedzi - np: czy rzeczywiscie Bog, ktory jest Miloscia dopusci do potepienia miliardow ludzi, wiecznego potepienia. Nasze ludzkie wspolczucie, humanizm podpowiada nam odpowiedz - oczywiscie ze NIE, Bog, ktory jest Miloscia do tego nie dopusci. Wiec...i tak Milosc zwyciezy i WSZYSCY beda zbawieni i uratowani - tylko przed czym - jesli i tak nie ma potepienia i piekla. To tyle odnosnie metody i charakteru argumentow Bella.
Problemem poruszonego tematu, nie jest jednak tylko kwestia PIEKLA, ale na jej tle pojawia sie o wiele wazniejsza kwestia, a mianowicie Zbawienia, Odkupienia i Smierci Jezusa na Golgocie. Jesli nie ma potepienia, nie ma rozliczenia z naszego zycia, z naszych grzechow - to cala kwestia Zbawienia i Dziela Odkupienia przez Chrystusa nie ma sensu. Jezus na marne umarl, glupio i nie potrzebnie - bo przeciez NIE MA NAS PRZED CZYM RATOWAC ani OD NIECZEGO WYBAWIAC - Piekla Nie ma a Milosci zwycieza.
Tak sie dzieje, kiedy zaczynamy manipulowac, rozmonotwywac Prawdy Biblijne, podstawy wiary. Wyciagniesz jeden kamien, caly mur zaczyna sie walic. Powiesz nie ma piekla, musisz powiedziec - nie ma zbawienia - no bo od czego, przed czym.
Tak tez sie dzieje, kiedy uwazamy, ze Milosc jest bogiem, zapominajac, ze to Bog jest Miloscia.
A co Wy o tym myslicie? Zachecam do rzeczowej, grzecznej dyskusji.